Zielono mi

„I znów księżniczka Anna spadła z konia, to znak, że przybył nasz kolega maj”  Ci co pamiętają, wiedzą, tych młodszych informuję, że  piosenkę wylansowała w 1975 roku Ewa Bem. Księżniczka Anna to oczywiście córka Królowej Elżbiety.  Osiągnęła sukcesy sportowe w zawodach jeździeckich i między innymi brała udział w igrzyskach olimpijskich w 1976roku w Montrealu.  Piosenka ta bardzo długo towarzyszyła mi o tej porze roku. Maj to czas obfitości kolorów, szczególnie jednego. Natura ubiera się w szaty w różnych odcieniach zieleni. Wśród tych zieloności jest mnóstwo roślin, które nazywamy chwastami, a które w rzeczywistości są jadalne i bardzo smaczne. Młodziutkie  kurdybanek, rzeżucha łąkowa, ziarnopłon, fiołek, stokrotka, mniszek (mlecz), krwawnik, gwiazdnica, podagrycznik, pokrzywa to rośliny, które oprócz walorów zdrowotnych mogą dodać naszym potrawom oryginalnego smaku i zapachu. Zarówno tym przygotowywanym na świeżo jak i gotowanym. Kuchnia Linia w Ogniu znana jest z mięs wszelakich w ogniu, na ogniu, z ognia itp, itd! Nie samym jednak mięsem człowiek żyje. Nie gardzę nim, ale zdarza się dosyć często, że  daję odpoczynek mojemu układowi trawiennemu  i zajadam się warzywami i zieleniną w różnej formie i postaci. Jestem zwolennikiem różnorodności w kuchni. Eksperymentuję więc, dodaję, mieszam i … czasami udaje mi się osiągnąć cel: Jest smaczne!

Dzisiaj podzielę się z Wami zieloną zupą. Zupą, którą można zrobić w wersji light, czyli na wodzie, albo na przechowywanym na takie okazje, w czeluściach zamrażarki, bulionie. No właśnie znowu muszę zrobić zapas bulionu. Wiecie jaka to wygoda! Wyobraźcie sobie: wracacie zmęczeni do domu i macie jedno marzenie – zjeść COŚ, ale nie gotowca, coś swojego, coś szybkiego, coś co zadowoli Wasze podniebienie. Kiedy w zamrażarce macie gotowy, własnoręcznie uwarzony bulin (warzywny lub mięsny) nic nie stoi na przeszkodzie, żeby wyczarować szybko super danie. Oczywiście oprócz bulionu potrzebne są inne składniki. W zależności od tego co macie w lodówce, albo jeszcze lepiej w przydomowym ogródku, powstanie potrawa palce lizać! Mnie się zachciało lekkiej zupy. Marek przywiózł z rynku młodziutką, świeżą rukolę,  malutkie buraczki z pięknymi liśćmi i młodą rzodkiewkę z  zieloną czuprynką. W ogrodzie rośnie mnóstwo podagrycznika. Wszystkie te liście wsypałam do bulionu, dodałam zielonej cebulki i kilka ząbków czosnku. Wystarczyło 15 minut, żeby zmiękły. Poszedł w ruch malakser, który rozbił wszystkie składniki.

Nie lubię zup, których nie można „pogryźć”, dodałam więc pokrojone młode marchewki i buraczki.

Więcej warzyw nie miałam ☹ Doszły przyprawy – sól, pieprz,  odrobina curry, sos ostrygowy, cayenne i płatki czosnku, które wbrew pozorom nie mają intensywnego smaku, ale każdej potrawie nadają charakteru.  Oczywiście zestaw przypraw jest zależny od Waszych upodobań. Po kolejnych piętnastu minutach zupa była gotowa.  Kleks śmietany lub jogurtu, prażone pestki dyni i już!

Trochę zmieniła kolor z uwagi na buraki, ale nie ujęło jej to walorów smakowych.

Smacznego!

Wasza Ziemianka w Kuchni

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *